czwartek, 14 września 2017

Zapomnieć polski, ale nie zapomnieć o aktualizacji - WRZESIEŃ 2017!

Witajcie!

Ze względu na nadejście września, a obchodzenie przeze mnie pierwszych dni lata dopiero i właśnie teraz, myślę, że warto uczcić to wszystko aktualizacją. Sierpień był momentami mętny, spędzany czasem z językiem na wierzchu, a potem z niezwykłą ulgą, wyjścia z mroku na przystanek autobusowy. Równocześnie przeplatany świetnymi momentami gdy mogłam poznawać nowe miejsca i oglądać świetnie przemyślane rzeczy. Zeszłoroczny przyśpieszony kurs papierologii nie był niczym imponującym patrząc na obecne letnie doświadczenia, ale może... to będzie jakaś tradycja, że wakacje przebiegać będą mi już tylko wpół przewidywanie? Może zostawmy na razie te przemyślenia i przejdźmy do posta. Jestem w Polsce, mam w końcu internet. Zapraszam!

Włosy na teraz:


To najaktualniejsze zdjęcie włosów sprzed kilku dni jakie mam, a do tego bardzo mi się podoba, więc będziemy się dziś o nie opierać:) Co do włosów w sierpniu, spędziły większość czasu upięte w różnorakie koki, szczególnie uparłam się na obecność francuskich warkoczy w wielu z tych kompozycji, więc szkolenie z fryzur uważam za zaliczone:D Odkryłam też świetny i prościutki sposób na fryzurę, którą miałam wcześniej raz na głowie na urodzinach koleżanki, ale wówczas wykonanie jej wymagało duużo większego wkładu ode mnie niż uproszczona wersja. Wygląda bardzo efektownie zarówna na długich jak i krótkich włosach(sprawdzone info!), więc na pewno będzie o nim post. Już dziś zapraszam jak jesteście ciekawe!:)

Wiecie o co chodzi, jak się nie ma akurat dostępu do zbyt wielu akcesoriów do włosów, trzeba kombinować pocierając jedną wsuwkę o drugą:D

Przedziałek zmieniałam, bo koki wykonywane dzień po dniu tylko na przedziałku na środku głowy tak obciążają całą fryzurę, że przeważnie nosiłam jednego dnia przedziałek na środku a następnego z boku. Nadal mega mi się to podoba, a opcja z przedziałkiem na środku i okularami przeciwsłonecznymi, które przytrzymują grzywkę jest nieziemsko wygodna i nic się nie wyślizguje jak w przypadku cięższej grzywki.

Kosmetyki, których używałam:

mycie: żel 150 w 1(chyba już po tym wiadomo, że męska wersja:D)
odżywianie: Garnier Ultimate Blends coconut milk & macadamia


Babydream skończył mi się niestety szybciej niż bym sobie tego życzyła, a szacując, że żelu nie będzie zupełnie sensu zabierać do domu, a kupowanie nowego szamponu na krótki okres, który pozostał też jest średnim pomysłem, myłam nim głowę jak zwykłym SLSowym i ubogim w super-extra-wow dodatki. Sprawdzał się dość dobrze i nie obciążał włosów, a nawet zauważyłam, że je trochę prostuje(?). Na szczęście już mam dostęp do hektolitrów Babydream, więc pomimo braku idealnie prostych włosów, jestem spokojniejsza o delikatność:D

Przypomniał mi się a propos tego żelu jeden obrazek...



No właśnie... Ale nie od dziś wiadomo, że mogę pochwalić się męskimi cechami, nawet jeśli chodzi tylko o charakter:D


Odżywka, której używałam czyli wersja Garniera z mlekiem kokosowym była świetnym wyborem. Wszędzie można przeczytać i po wyglądzie pudełek domyślić się też, że jest to coś a'la brytyjska wersja Ultra Doux. Nie porównywałam składów polskich z tamtymi, bo Ultra Doux nie używam od zmiany składu Awokado & Masło karite, który niestety gorzej wpływał na moje włosy, ale tu, widząc wersję z kokosem i makadamią, gdy oba te składniki baardzo lubią moje włosy jak i nos, postanowiłam spróbować. Fajnie nawilżała i wzmagała wydobycie blasku, a zostawiona dłużej dawała efekt podobny do olejowania kokosem, więc jestem zadowolona! Oprócz tego na plus działa też bardzo jej objętość, bo wydawała mi się naprawdę potężna w porównaniu z naszymi Ultra Doux. W smutnych okolicznościach niestety musiałam pożegnać się z jej resztą na lotnisku, ale nie mam czego żałować, bo przywiozłam kilka nowości, które także trzeba będzie w końcu wypróbować!


Zrobiłam zakupy. Nie pamiętam od jak dawna zrobiłam tak przemyślane i sprawdzone włosowe zakupy. W ostatnich lata używam raczej dość stałej listy produktów i mało eksperymentuję, bo ani nie wypada mi z paszczy z wrażenia język widząc nowy rodzaj jakiejś odżywki, który w sumie różni się głównie zapachem ani nie mam miejsca na włosowe kosmetyki w takich ilościach jak kiedyś. Wolę w tej kwestii wybierać to co znam, a jeśli już mam ochotę na nowość to wybieram "bezpieczną drogą" po składzie. Co do zakupów, nie ukrywam, że jestem podekscytowana wypróbowaniem tych kosmetyków i na pewno coś więcej Wam o nich kiedyś napiszę! Oto mój wybór:


Dotychczas nie testowałam oprócz oleju Dabur Amla zbyt wielu wschodnich albo ogólnie z lekka egzotycznych kosmetyków, bo szczerze mówiąc nie wpadłam na nie stacjonarnie tak by się im z bliska przyjrzeć. Paradoksalnie poznanie zaplecza pracy osób w paru ulicznych miejscach związanych z żywnością, którą przygotowują/serwują/sprzedają i trauma, którą stamtąd wyniosłam, nie zniechęciły mnie nawet na żywo do zapoznania mojej głowy z kosmetykami:D Więc mogę powiedzieć, MAM I JA! 

Wybrałam sproszkowaną Amlę, co do której mam pewne plany już od lat; olej migdałowy, którego objętość tak bardzo cieszy po malutkich buteleczkach z ZSK i porównaniu cen z proporcjami choćby godzinowego zarobku tu i tam; odżywkę, o której baaaaardzo wiele się naczytałam - INECTO. Nieziemsko krótki skład, obecność oleju kokosowego i śliczny zapach; odżywka z firmy VO5 czyli z serii tych taniutkich, "funciakowych" propozycji. Rzeczywiście obfite w olejki składy, choć dłuższe i bardziej typowo odżywkowe niż INECTO. Zobaczymy co to będzie:) No i na koniec, majonez do włosów. Nie znam specyfiki mieszkania w innych rejonach Anglii niż ten gdzie byłam, ale w każdym większym markecie typu ASDA itp, można znaleźć ogromne słoje majonezu do włosów i dość duży wybór kosmetyków z Vatiki, KTC itd. Ja dzięki odwiedzeniu perukowego sklepu(o których też pewnie wiele się naczytacie wybierając do Anglii i szukając w internecie informacji o najfajniejszych włosowych kosmetykach i sklepach) mogłam kupić mniejszą objętość. Skład jest, nie wiem, zabawny?:D Czy w polskich kosmetykach też wymienia się CHOLESTEROL w składzie?:D Może to był znak, że jestem na dobrej, zawodowej drodze, której nawet spotykane kosmetyki sprzyjają i potakują. Tak to przynajmniej odczytuję i z uśmiechem czekam na wypróbowanie! 

Oprócz nich wypróbowałam w końcu wodę różaną z KTC, ale oprócz pięknego zapachu i lekkiego ukojenia, nie zauważyłam na sobie jej większego wpływu pomimo stosowania kilka tygodni. Nie przeszkodziło mi to jednak w tym by przywieźć sobie 2 dodatkowe buteleczki ze względu na promocję by spożytkować ją w inny sposób:D

Co u mnie niewłosowo?

Hoho, zwiedziłam super miejsca i maksymalnie ciężko byłoby to zawrzeć w jednym i to jeszcze współdzielonym z włosami poście, więc mam w planach osobny. Poznałam baardzo dużo ciekawych miejsc i rzeczy i generalnie spędziłam ten niestudencki czas wakacji w otoczeniu przeważnie miłych osób i mojego chłopaka, który bardzo dzielnie mi w stawaniu na wysokości zadania towarzyszył. Podszkoliłam trochę język, nabrałam pewności, że mogę wszystko, co rozumiem jako milion razy więcej niż mi się czasem wydaję i miałam tyle dziwnych spostrzeżeń, że serdecznie zapraszam Was na posta o najciekawszych i robiących największe wrażenie rzeczach w Anglii, z którymi się spotkaliśmy! 

Z mniej wesołych informacji, o których wspominam ze względu na wielki wkład w tego bloga, pożegnaliśmy mojego kota, który zawsze chętnie towarzyszył mi w pisaniu postów i pozował do zdjęć. Mam nadzieję, że ma teraz w absolutnie dobrym samopoczuciu wieczny dostęp do małych kartonów, najlepszej na świecie kociej karmy i miękkich czarnych materiałów czyli rzeczy, które lubił będąc z nami najbardziej:)

Ze sztuki oprócz jakiś dziwnych nocnych londyńskich wernisaży, na które się załapaliśmy, obcowałam muzycznie głównie z Amy i Adele. Klimatycznie było też słuchać Sex Pistols w ich ojczyźnie! Oczy uciekały jednak do opowiadań Hłaski i "Antropologa na Marsie" Olivera Sacksa, ale czymże byłby ten wyjazd bez odżywki także dla mojej duszy?:) Żegnając się już i podsumowując całą tą naukę, która płynie z minionego miesiąca zostawiam piosenkę, której refren chyba doskonale podsumowuje radość przetrwania wszystkich licznych i czasem paraliżujących przeciwności spotkanych w te wakacje:




A jak Wam minął sierpień?:))

sobota, 12 sierpnia 2017

PIPPI #1 czyli nowy cykl z inspiracjami!

Witajcie!

Postanowiłam stworzyć nową serię na blogu. Jej nazwa, z moim zamiłowaniem do poznawania etymologii słów, nie mogłaby być bez znaczenia, więc połączyłam ją z...




czyli Przyjemność I Prostota PIękna!

Dzisiejsza część będzie wstępem do serii postów, w których będzie wiele ciekawych fryzur, tutoriali na naprawdę nietrudne a efektowne upięcia i mam nadzieję zastrzyku motywacji, dla tych z Was, ktore tak jak ja, nie chcą przechodzić całego życia w kitce. W warkoczu to co innego!:D Mój ostatni post o fryzurach, które są dla mnie najbardziej kłopotliwe przy mojej długości włosów był niejako wprowadzeniem.

 Pomijając jednak te wszystkie fryzurowe zawirowania, chciałabym żeby szło za tym coś więcej. Szczerze, maksymalnie szczerze, pisanie o włosach wystarczało mi w czasach gdy byłam trochę młodsza. Od zawsze moje myśli krążyły wokół tysięcy tematów, zupełnie niekosmetycznych i o ile kiedyś pasował mi układ, że jako tako przebija się to przez moje wpisy, gdy mam okazję na dłuższą wypowiedź, o tyle dziś czuję bardzo poważnie, że włosy nie stanowią już dla mnie tego samego. Doszłam do tego, co chciałam osiągnąć i to chyba naturalna kolej rzeczy:) Po głowie chodzą mi różne pomysły, ale ze względu na konwencje bloga i moją chęć jej zachowania, podciągam to wszystko do molekularnego poziomu włosa i drażę temat dalej! Zapraszam wszystkie chętne, które także chciałyby częściej korzystać ze swoich włosów w kontekście tworzenia fryzur!:))

Patronka tej serii została wybrana nieprzypadkowo. Jest dla mnie symbolem czystej radości, przekory i odwagi. Nie wolno spać z nogami na poduszce? Pippi własnie tak spać musi! Warkocze powinny grzecznie przylegać do głowy? Fryzura Pippi nie zna zasad grawitacji!

Wydaje mi się, że czasem łatwo zapomnieć nam, damskiej części kuli ziemskiej, o tym, że nie ma spisanyh zasad jak postępować. Wszystkie miejsca trąbią o tym, że nie musimy być idealne, a bez makijażu i fajnych ciuchów też wyglądamy super, ale... przynosi to też inny niż zamierzony skutek. Pogłębia w niektórych glowach binarność, więc jeżeli bez makijażu jestem piękna, to z czasem malując się, mogę czuć, że paradoksalnie, nie upiększam się ani trochę. Że ubierając wysokie buty nagle przechodzimy na tą "złą" stronę kobiet, które tylko się stroją i niewiele sobą reprezentują... Malując się na jakiś egzamin, zastanawiamy się czy nie lepiej byłoby iść bez makijażu i w płaskich butach, bo ktoś może nas posądzić o to, że czas spędzony na strojem mogłyśmy poświecić nauce tego, czego nie będziemy wiedzieć. Zapominamy o równowadze, a to jest klucz do poprawnego rozumienia, że jestem kobietą i mogę o sobie całkowicie decydować. To nie stroje, makijaż czy fryzura mnie definiują. One jedynie dopełniają całości!

Pippi nie ma nic wspólnego z idealnie dobranymi strojami czy perfekcyjną fryzurą i właśnie dlatego, że jest przeciwieństwem, jest twarzą tej serii. Mam prawo decydować o moich wyborach i chcę czasem żyć na przekór. Nie wszystko jest i nie wszystko będzie pod linijkę. To zależy tylko ode mnie i od Was! Chciałam napisać, że nie przepadam za feministkami, ale gdy walczą o to, o czym mówię, absolutnie to popieram. Zapomniałam, że świat jest dziś tak pokręcony, że nawet część z nich pewnie prędzej doprowadziłyby do binarności, czyniąc z kobiety postać w worku po ziemniakach, niż kogoś kto nie powinien podchodzić do bycia idealnym 24/h bez zastanowienia.

Nietrudno się dzisiaj zgubić, bo drogowskazów jest paradoksalnie zbyt dużo.

Wracając do naszej bohaterki, dzisiejszy wpis będzie poświęcony jej zdjęciom. Na poprawę naszych humorów, przypomnieniu sobie, że mamy w sobie takie małe, niezależne dziewczynki, szczególnie jeśli chorobliwie często chcemy prezentować się tylko i wyłącznie jako idealne damy.

Mamy w sobie wszystkie te wcielenia, więc nimi mądrze żonglujmy!

Oto i ona!












Koniecznie dajcie znać, czy i jak dbacie o Pippi wewnątrz siebie!:))





PS: Za tydzień wpis będzie o wspaniałych warkoczowych fryzurach, więc serdecznie Was zapraszam!





środa, 9 sierpnia 2017

UP UP UPdate! AKTUALIZACJA sierpień 2017

Witajcie!

Przybywam z sierpniową aktualizacją! Po zeszłorocznych wakacjach myślałam, że nie można mieć bardziej przyspieszonego kursu ogarniania papierologii. Los wybrał inaczej. No cóż... W takim razie zdjęcia nie będą dziś należeć do normalnych:D Aktualizacja skupi się oczywiście na włosach, ale znajdzie się też kilka nowszych kategorii, co znacznie ułatwi mi egzystencję i wzmoży we mnie chęci do dzielenia się tym, co odkryłam. Blog jest o włosach, ale ja to blog, a jeśli tak to.. czy ten blog był kiedykolwiek tylko o włosach?:D Zapraszam, jeśli jeszcze się nie zniechęciliście opisem, a tak jak ja, jesteście ciekawi jak wygląda zestawienie tego, co robiłam z włosami, jak żyję i w ogóle!:)


Czego używałam w tym miesiącu?


szampony: Babydream, Quinua

odżywki: Isana Professional do włosów brązowych, Garnier Ultimate Blends

dodatkowo: olej rzepakowy, Gliss Kur złoty

Jak widzicie chaos, lecz uwierzcie, kontrolowany! Mimo, że na myślenie o włosach nie miałam w tym miesiącu za dużo czasu, zawsze używałam odżywki po myciu, a wychodząc, zabezpieczałam włosy odżywką w sprayu. Zdarzyło mi się raz olejować włosy i byłam bardzo zadowolona, ale jak widzicie był to tylko ten skromnie nazywający się, olej rzepakowy, więc niecierpliwie czekam na wypróbowanie medium grzejnych, do których mam dostęp tu gdzie obecnie przebywam. Szanowna profesor od chemii powinna mi podwyższyć za zapamiętanie terminu ocenę z egzaminu żebym uwierzyła w piątki na studiach! Wracając na ziemię, nieśmiało robię listę tego, co chciałabym wypróbować, a ze względu na to, że mieszkam teraz w kociołku, gdzie jest przeogromna liczba ludzi z Indii, mam naprawdę problem:D

Włosy na tą chwilę:


Chciałam zrobić bardziej londyńskie zdjęcie...

a wyszło jak zawsze...:D

NOWOŚĆ

Nowością w tym miesiącu na pewno było to, że starałam się częściej spinać włosy. Ostatnimi czasy ćwiczę różne upięcia(post o tych, które mimo prostoty wykonania sprawiają mi problem ze względu na długość moich włosów TU). Wychodzi to coraz lepiej, a jestem konkretnie zainspirowana ze względu na to, że muszę mieć w pracy związane włosy;) Nie wspominając, że wszystko wyszło przez to, że skróciłam grzywkę, o czym pisałam TUTAJ.

Nowością, chyba można powiedzieć, że totalną jest też masa rzeczy w Anglii i bynajmniej nie chodzi mi o obecność piętrowych autobusów czy ruchu lewostronnego:D Cierpliwie wszystko spisuję i na pewno Wam opowiem o chwilach, kiedy moja mimika miała kolejne okazje do zaprezentowania swojego wachlarza możliwości!


MUZYKA

Ja wiem, że to już nudne i słabe, ale od maja męczę płytę Julii Pietruchy. Oby nagrała drugą to może ta mi się odpętli:D Przebiła nawet Piotra Bukartyka, który PO PROSTU zaczynał mi grać w głowie. Z płytą Parsley chętnie jeżdżę autobusami, pracuję, kąpię się i mogłabym pewnie zasypiać, gdybym chodziła spać wolniej niż ostatnio:D

Pojawił się też kolejny facet na mojej playliście, o którego nigdy bym siebie nie podejrzewała, bo muzyka , którą wykonuje,kojarzyła mi się zawsze z jakąś trochę negatywnie brzmiącą inteligentną szlachtą. Ale jak tu go nie lubić z TAKIMI tekstami i stylizacjami... Jakbym była facetem, chciałabym umieć żonglować słowem podobnie do niego!







No może... jest coś jeszcze. Kiedyś wspominałam na blogu, że lubię myśleć jadąc tramwajem, że prowadzi go Karol Krawczyk. Odnosząc się do jego osoby, ostatnio w pracy grała mi w głowie piosenka, którą znalazłam(albo ona znalazła mnie) na YouTube...


Karol by mnie zjadł, ale niestety fragment, który nie dawał mi spokoju rozpoczynał się od JAKI CUDOWNY JEST TADZIO NOREK...


MIEJSCE MIESIĄCA

Są dwa - Natural History Museum i The Science Museum. Jestem nimi bardzo oczarowana i zaczęłam nawet wszystko tu opisywać, ale wyszło tego zbyt dużo i powstanie osobny wpis:D Post ze zdjęciami i moimi wrażeniami pojawi się niebawem, więc serdecznie zapraszam!:))


FILM

"Ostatnia rodzina". Dopiero teraz go obejrzałam, bo efekt snoba nie pomaga mi w sięgnięciu po coś co jest aktualnie popularne i wszyscy chcą to obejrzeć:D Trochę się bałam, trochę jednak ufałam obsadzie, bo Andrzej Seweryn to klasa sama w sobie, Dawid Ogrodnik to kosmita uzdolniony jak mało kto, a reszta aktorów i sama historia Beksińskich i obrazy, a właściwie ich styl, których chyba wstyd byłoby w ogóle nie kojarzyć, naprawdę nie zawodzi, że film może być interesujący. Bardzo ciekawie przedstawiona historia, świetna gra aktorska(porównując z oryginałami). Nie udaję, że zagłębiałam się w postać Tomka Beksińskiego przed tym filmem, bo szczerze mówiąc nie słyszałam o nim zbyt wiele i widocznie to nie były moje czasy, bo akurat muzyka jak najbardziej. Nie mogę więc dyskutować czy w filmie przedstawiono go nieprawdziwie, ale bardzo możliwe, że uwypuklono te cechy, których jego otoczenie zwyczajnie nie odczuwało w takim stopniu.

Jeśli lubicie polskie kino tak jak ja, bardzo polecam! Chciałam dopisać, że tylko jeśli lubicie bardziej polskie wszystkie inne gatunki od komedii, bo wiemy jakie wychodzą ostatnimi laty komedie, z naciskiem na ROMANTYCZNE, ale... Oglądałam też w tym miesiącu "Planetę singli" i już nie mogę tak napisać. Świetnie zrobiony film, z jakimś przekazem i faktycznie humorem. A lalkarstwo nie mogło nie wpłynąć pozytywnie na jego odbiór:)


Ode mnie to na dziś tyle.

W tym tygodniu zapraszam Was na post z nowej serii, którą rozpoczynam!

A jak Wam minął lipiec?:))


poniedziałek, 31 lipca 2017

MOJE WŁOSY SĄ ZA DŁUGIE czyli najgorsze fryzury na mojej głowie

Witajcie!

Stwierdziłam ostatnio przeglądając różne włosowe inspiracje, że jeszcze nigdy nie poruszyłam tematu od tej strony, a byłoby o czym mówić. Pewnie większość włosomaniaczek dąży do posiadania zdrowych, długich włosów i chętnie ogląda motywujące zdjęcia. Sama również bardzo to lubiłam gdy włosy były krótsze i szczególnie zachwycałam się rozpuszczonymi pasmami do albo za kolana. Często też wśród takich inspiracji znajdowałam tutoriale fryzur, które maksymalnie zdobywały moje serce - były wystarczająco proste, żebym wykonała je sama i wyglądała efektownie. Pełna zapału brałam się do roboty i...

czułam, że przekroczyłam próg włosomaniaczego bólu a jednocześnie niestety, możliwości wykonania też akurat tego, co wpadało mi w oko:D Teoretycznie powinno mi być przy długich włosach łatwiej w kwestii fryzur. Tak przynajmniej wydawało mi się zawsze gdy byłam młodsza i nie było zbyt wielu upięć, które robiły na moich włosach efekt wow. W końcu przecież nic nie wystaje, można dużo zaplatać, a podpięcie może znacznie zmienić mój wygląd. Dziś udowodnię Wam, że krótkowłose nie powinni narzekać, bo naprawdę istnieją fajne fryzury, których im zazdroszczę:D Jesteście ciekawe z czym się męczyłam? Zapraszam do czytania!

Oto moje najuciążliwsze zmory:


1. Zawiniątko


AAA! Tyle razy męczyłam się już z tą profesjonalnie nazwaną przeze mnie fryzurą:D Pamiętam, że w liceum moja koleżanka szczególnie ją sobie upodobała i kilka razy o tym rozmawiałyśmy, więc spróbowałam i na moich włosach. Liczyłam na efekt grubszego koka, ale niestety zawsze był dość chudy, a na dodatek kucyk przekładany tyle razy(długość włosów robi swoje:D) pogłębiał odstęp między głową, a "zawiniątkiem" na tyle, że traciło to fajny wygląd. Przypinałam wtedy kok do włosów, ale jego ciężar i ciężki do ukrycia odstęp skutecznie mnie zniechęcały.

Na szczęście jest trik, który mnie ratuje i na pewno opowiem Wam o nim w poście o moich ulubionych fryzurach:))

2. Kok banan - kok francuski



Należę wraz z moją katechetką z przedszkola, panią bodajże Helenką i ulubioną aptekarką do tej wyjątkowo nielicznej grupy kobiet, które nie wstydzą się bycia fankami tego upięcia:D Strasznie mi się podoba i tyyyle razy próbowałam je zrobić, że od około 1,5 roku nawet nie próbuję, dobita, że nie umiem. To jest ten rodzaj upięcia włosów, gdy wyraźnie czuje, że moje są o jakies 20 cm zwyczajnie za długie:(



Dla podniesienia mojej motywacji z fundamentów, wstawiam drugi tutorial. Dziewczyna i tak ma dużo krótsze włosy niż ja, ale wyjątkowo długie jak na to upięcie i wyszło!


3. Bubble bun - słynna baza do kokardy



Wstawiam obrazowy tutorial dla osób, którym nazwa nic nie mówi, ale wiem, że są różne szkoły robienia tego koka i faktycznie powinien być fryzurą w 3 minuty. Podstawowa jest taka, że po zrobieniu tej pętelki, przekładamy przez nią kitkę a dopiero potem owijamy wokół podstawy koka i zaczepiamy końcówkę włosów w gumkę. Gotowe.

Wszystko byłoby naprawdę pięknie też w moim przypadku. Pętelka - nie ma problemu! Przełożyć resztę włosów przez pętelkę - wykonane! Owinąć włosy wokół podstawy koka, a potem zaczepić je o gumkę - pół godziny owijania, a potem przewracanie się z powodu tego, jak straszliwie zakończony tak kok ciągnie:D To jest na pewno fryzura, nad którą będę jakoś kombinować, ale w moim przypadku na pewno nie będzie to wersja 3 minuty:D


4. Warkoczyki z tyłu



Takie warkoczyki dłuuugo mi się podobały i wiele razy próbowałam je zrobić. Mega prosta fryzura, a dodaje uroku. Chyba, że warkoczyki są tak długie, że można by je spiąć, ale na czole, po owinięciu tyłu głowy tak jak pokazuje tutorial:D Fryzura, która wymagała znacznej modyfikacji i na pewno wyglądałaby świetnie u kogoś z krótszymi włosami!


5. Warkocz korona jednorzędowy



Kilka lat temu, jakoś przed balem na zakończenie gimnazjum, znalazłam różne zdjęcia fryzur zrobionych na włosach tej modelki. Między innymi to. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się gimnastykowałam, żeby wykonać coś podobnego na swoich włosach gdy był krótsze niż teraz:D Dopiero po jakimś czasie zobaczyłam, że przynajmniej momentami wygląda to u niej tak, jakby miała bardzo krótkie włosy. Ściąć moich po to, by móc nosić taką fryzurę, raczej nie zamierzałam, więc zdjęcie odłożyłam "na kiedyś", ale naprawdę, nawet po tych kilku latach, nie umiem się przekonać do jakiś kilkurzędowych koron, zakończonych a'la koki, zrobionych z bardzo długich włosów i wzorem jest dla mnie właśnie ta. Może jeszcze kiedyś się przyda!:)

5. Kok na wypełniaczu z warkoczem u podstawy




To chyba najśmieszniej wyglądająca na mojej głowie fryzura:D Kiedyś kiedyś zainspirowana podobnymi tutorialami kupiłam sobie wypełniacz. Jako tako zdawałam sobie sprawę z tego, że przeważnie dziewczyny z tutoriali mają krótsze włosy, ale nie było to żadną regułą. Dzięki temu niezrażona wykonałam dokładnie taki kok jak powyżej. Hmm... Wiecie jak to jest mieć dwie głowy? Ja wiem:D Warkocz, który zrobiłam by owinąć nim podstawę koka, nie miał końca, a na koniec wyglądało to tak jakbym oprócz drugiej głowy, miała również drugą szyję...

Od tamtej pory wypełniacz używam całkiem inaczej i jeśli już, wykonuję nim kok na tej samej zasadzie jak "skarpetkowy".


Robię go też tak straszliwie rzadko, że wypełniacz spokojnie leży sobie w szufladzie większość roku.


Chciałam napisać tego posta, by pokazać osobom, z krótszymi włosami niż moje, że mają naprawdę super fryzurowe możliwości! Jest tyle prostych upięć, które można zrobić samemu i odmienić wygląd włosów. Co do mnie... Będę walczyć z nimi dalej i szukać kompromisów. Albo ewentualnie tworzyć swoje własne:D


Jestem bardzo ciekawa z jakimi upięciami Wy miewacie problemy. Może łączy nas coś więcej? A może macie jakieś swoje patenty na upięcia,  których wspomniałam?:D


*Wszystkie zdjęcia pochodzą z pinteresta

piątek, 28 lipca 2017

CO Z BLOGIEM/ CO ZE MNĄ?

Witajcie Kochani!


Postanowiłam, że w osobnym poście odniosę się do zmiany wyglądu bloga i nowego nagłówka.
Gdy założyłam cotymasznaglowie miałam 17 lat, nałogowo czytałam blogi włosomaniaczek wyszukując tych, które mają jak najdłuższe włosy, ale nie mogłam znaleźć wieeeeeeeeeelu informacji, które mnie wtedy interesowały. Budziłam się z pomysłami na tamten czas z lekka ekscentrycznymi. Wpisywałam w internet, szukałam. PUSTO

To, że nic nie znajdowałam, nie oznaczało, że nie próbowałam tych rzeczy wykonać:D Własnie w tym rzecz, ciągle komibinowałam, szczególnie w kontekście pielęgnacji włosów i stwierdziłam, że cudownie byłoby się tym dzielić.

Zmieniłam się ja i zmienia się także ten blog. Nadal bardzo lubię się z Wami dzielić moimi włosowymi i nie tylko doświadczeniami, odkryciami i inspiracjami, ale jednocześnie chciałabym wyjść trochę ponadto. Kiedyś żyłam głównie eksperymentami na włosach  i z niecierpliwością oczekiwałam mycia, żeby móc wypróbować kolejny produkt/sposób, a później się tym podzielić. Dziś włosy zajmują wciąż ważne miejsce w mojej historii i podejściu do wielu spraw, ale patrzę na to szerzej. To już nie tylko materiał do osiągania genialnych efektów i słuchania słów uznania. To coś, dzięki czemu odkryłam jak bardzo interesuje mnie jak dużą rolę w naszym zdrowiu odgrywa wybór paliwa, którym się żywimy, podejście do świata i poznawanie siebie, dzięki wszystkim doświadczeniom, które przeżywamy.

Nagłówki od tamtego czasu trochę ewoluowały, a ostatni wprowadził taki nastrój, że mój blog spokojnie mógłby zdobyć tytuł najbardziej nostalgicznego:D Stwierdziłam, że czas to zmienić. Jest energia i są chęci, więc komplet! Nowy nagłówek to nie dowód na to, że włosy bez dostępu dziennego i ogólnie pełnego światła, są zawsze pięknie lśniące, odbite od nasady i nienaganne.
Moje włosy często żyją własnym życiem. Ja tym życiem jako tako kieruję, ale nie kontroluję w stu procentach i nie chcę, bo wszystko podporządkowałabym tylko pod to by wyglądać w każdym momencie idealnie. Nie w tym rzecz:) Moje włosy pośród tych wszystkich manekinów to trochę też ja w wystylizowanym blogowym świecie:)

Osobiście nie chciałabym przebranżowić bloga. Jest i będzie o włosach. Takie miałam założenie wymyślając COTYMASZNAGLOWIE i ta myśl pozostanie niezmienna. Żeby pisarsko wyżyć się w innych tematach, pracuję nad odrębnym projektem, który powstał jakiś czas temu i pozwolił mi zdjąć z siebie uczucie, że POWINNAM coś napisać. Dziś piszę gdy naprawdę czuję, że muszę, muszę, muszę. I jest naprawdę super:) Podzielę się nim z Wami na pewno niedługo, ale póki co jest to jeszcze tajemnica. Tajemnica, przez którą nie zamierzam jednak zaniedbywać miejsca, które stworzyłam tutaj!

Chciałabym, żeby nowy wygląd tego bloga był dla Was znakiem ode mnie, że wciąż jestem, z chęcią czytam wiadomości od Was, uczestniczę w blogowym życiu, nawet gdy chwilowo milczę. Staram się dzielić tym co mi się przytrafia w jak najbardziej przystępny sposób oraz nadal jest tu to samo miejsce, co wcześniej. Nad wyglądem czuwam sama, co jest i zaletą i wadą; zdjęciom możliwe, że często daleko do blogowych ideałów, a chaos z mojej głowy, który formułuje w zdania przeplecione czasem specyficznym poczuciem humoru, nie stawiają mojego bloga, w ukochanej kategorii BLOG KOSMETYCZNY. Zresztą, recenzje kosmetyków tworzyłam z taką namiętnością, że ciężko powiedzieć, czy kiedykolwiek się do tej kategorii mógł zaliczać:D

I powiem Wam: bardzo dobrze!

Cieszę się, że trzymałam i trzymam kurs, który obrałam kilka lat temu. Cieszę się i dziękuję każdemu wierzącemu we mnie czytelnikowi z osobna, za to, że wciąż tu wpadacie i podglądacie moje poczynania.


Uściski dla Was i do usłyszenia!:))